W odczytywaniu stron świata na podstawie położenia słońca lub gwiazdy polarnej był zupełnym analfabetą. A poza tym — bardzo miłym kompanem, chociaż zasób jego wiadomości o świecie i ludziach z konieczności bardzo ograniczał tematykę pogawędek, jakie z nim od czasu do czasu prowadziłem. W tym miejscu warto wyjaśnić, czemu to Bede, zamiast wracać do El Paso, po długiej gościnie w hacjendzie Gonzalesa przyłączył się do wędrówki w góry, a obfitowało ono w przedmioty wykute w srebrze i złocie, zdobne drogimi kamieniami) podzielimy między uczestników wyprawy. Dlatego i tylko dlatego zrezygnował z powrotu do El Paso. Spotkał go bolesny zawód. Myślę, że właśnie ten zawód skłonił go do szukania rady u mnie, do zwierzenia się ze swych kłopotów t ze swego... życia. Wreszcie dowiedziałem się, kim naprawdę był nasz wybawca. Ani przestępcą ściganym prawem, ani westmanem, traperem czy agentem Pinkertona. Wiec czym się trudnił? Łapaniem przestępców. Dziwny zaiste zawód i jak mi wiadomo, istniejący przez pewien czas.